Karczma na bagnach – czyli na tropach Smętka i Dytka Smoleńskiego.

           Powyższy tytuł odnosi się ni mniej ni więcej do istoty wojny informacyjnej. Czym jest, jaka jest jej charakterystyka, co może uczynić z ludzkiego rozumu i dokąd go zaprowadzić. W dobie społeczeństwa informacyjnego, gdy każdy z nas posługuje się miej lub bardziej skomplikowanymi produktami elektronicznej wymiany lub pozyskiwania informacji,  może stać się ofiarą takiej wojny, a tylko niektórzy jej dysponentami, zwanymi też infoagresorami. We współczesnym świecie można taką wojnę prowadzić na różnych poziomach, między grupami społecznymi, etnicznymi czy religijnymi, między korporacjami, państwami i między zwykłymi ludźmi. Nie unikniemy jej i nie jest ona pojęciem związanym tylko ze sferą militarną. Zwykle trwa latami.   

          Dobrze jest więc wiedzieć, kiedy będzie dla nas najniebezpieczniejsza w swoich skutkach. Trzeba się mieć przed nią na baczności gdy może nam odebrać tożsamość, naszą własność czy poczucie bycia częścią wspólnoty, w której żyjemy.Wojna informacyjna jest z jednej strony jak magia, a z drugiej jak cukrzyca.  Przeciętny człowiek jej nie dostrzega, bo umysł ludzki nie ma naturalnej bariery przed jej oddziaływaniem. Dopiero doświadczenia, czy wykształcenie pozwalają wyrobić w sobie pewne nawyki obronne, umożliwiające filtrowanie informacji. Dlatego łatwo jest kogoś otumanić i przekonać aby działał wręcz na swoją niekorzyść. Z drugiej strony jej efekty są porównywalne do działania cukrzycy. Rozwija się powoli i niewidocznie, aby w pewnym momencie zaatakować istotne dla ludzkiego życia i zdrowia organy, siejąc spustoszenie i zniszczenie. Efekt jest zawsze odroczony w czasie, ale nieubłagany.

         Starsze pokolenie, pamiętające czasy PRL, na pewno przypomina sobie pewien wymowny film z 1982 roku pt. ,,Karczma na Bagnach” wyreżyserowany na motywach powieści ,,Karczma nad Bzurą”. Oddaje on całą kwintesencję wojny informacyjnej, jakiej byliśmy,  jesteśmy i możemy być poddawani z zewnątrz. Jest Rok 1770 (trwa Konfederacja Barska). Powracający z wojny na kresach, oficer Armii Koronnej jedzie wraz z synem i adiutantem do Łęczycy. Po drodze dołącza do nich zakonnik. Gdy zapada zmierzch, wszyscy zatrzymują się w karczmie położonej w odludnej okolicy, prowadzonej przez Żyda. Nocą, pod wpływem wypitego alkoholu przed oczyma bohatera przewijają się przerażające majaki. Pojawia się trzech diabłów:

  • pierwszy to Smętek  – sprytny i przebiegły, reprezentujący agresywny żywioł niemiecki;
  • drugi to zapijaczony, ale świadomy sytuacji i niemniej przebiegły Dytko Smoleński z ówczesnej Rosji;
  • trzeci – tak samo pijany jak Dytko, polski diabeł Boruta, skłonny do zdrady i handlowania duszami w zamian za apanaże pochodzące od dwóch zagranicznych kompanów.

Scenariusz nie jest skomplikowany, Smętek i Dytko dzielą Polskę między siebie, natomiast nadzór nad duszami i umysłami Polaków, aby ich stan był zgodny z życzeniem Smętka i Dytka,  pozostawiają Borucie. To on ma być ambasadorem ich interesów i nadzorcą polskich umysłów.

         Prowadzenie skutecznej wojny informacyjnej wymaga posiadania własnie takich aktywów, jak ów Boruta. Dzięki nim, za pomocą takich technik wojny informacyjnej, jak dezinformacja, manipulacja, lobbing, szantaż czy przekupstwo, można zniewalać i ogłupiać  społeczeństwo. Cel jest jeden: doprowadzić ofiarę do stanu, że działa nieświadomie wbrew swoim interesom i podejmuje decyzje zgodnie z życzeniem infoagresora. Aby ten cel uzyskać trzeba oddziaływać konsekwentnie i długotrwale przez dostępne środki przekazywania informacji tak, aby ofiara zaczęła postrzegać rzeczywistość zgodnie z zamierzeniami strony atakującej.

Przekazywane informacje muszą być odpowiednio  przygotowane tzn. należny dobrać odpowiednie treści, retorykę i sposób jej przekazu, aby jak najłatwiej dotrzeć do odbiorców i ich przekonać. Aby to osiągnąć należy dokonać szczegółowej analizy mentalnej danej społeczności, zbadać jej przyzwyczajenia, kompleksy, stopień samoakceptacji, stan zamożności, stosunek do innowierców, cudzoziemców, czy na przykład odporność na krytykę z zagranicy. Ilość badanych cech może być o wiele większa. Niemniej, te informacje pozwalają na budowę profilu mentalnego danej społeczności, do którego należy dopasować przekaz i narrację.

Wojna informacyjna to nie tylko media, to także agenci wpływu, czyli np. powszechnie szanowane osoby, które w imię ,,wyższych” i ,,etycznych” celów reprezentują poglądy nomen omen zgodne z interesami przeciwnika lub infoagresora.  Nie od razu sobie to uświadomimy. Takich agentów można sobie wychować  ,,od młodości” np. poprzez stypendia w rożnych zagranicznych fundacjach, które promują  określoną politykę historyczną czy obce interesy gospodarcze. Wykorzystując takie osoby, które z czasem mogą zająć eksponowane stanowiska,  można pozbawić dane państwo przemysłu, myśli technicznej, sprowadzić je do roli podwykonawcy i dostawcy taniej siły roboczej, eliminując przy okazji potencjalnego konkurenta wytwarzającego wysoko przetworzone produkty (np. statki). Można też próbować z mniejszym lub większym skutkiem przerzucać na nie odpowiedzialność za swoje czyny i pouczać według własnego systemu wartości. Można za pośrednictwem takich osób ingerować w system i programy edukacyjne, aby młode pokolenia wychowywać bezideowo.

To tylko nieliczne przykłady sposobów, jak stworzyć takiego filmowego ,,Borutę” aby reprezentował w rzeczywistości obce interesy. Jest ich o wiele więcej. Chętni do tej roli się się znajdą. Do tej pory jak pokazuje historia, także ta najnowsza, nie było o nich specjalnie trudno. Lubią być chwaleni. Potrafią wmawiać bliźnim, że na przykład coś było nieuchronną koniecznością, chociażby upadek tego czy innego zakładu pracy.

Dlatego należy być świadomym takich zagrożeń, zwłaszcza tutaj na Pomorzu, gdzie niejednokrotnie w historii byliśmy przez naszych sąsiadów mocno doświadczani. Jesteśmy na granicy dwóch stref wpływów i tylko od nas zależy, czy nie pozwolimy sobie odebrać tożsamości, poczucia wspólnoty, a na końcu naszej własności. Z wojną informacyjną jest tak,  jak z gotowaniem żywcem żaby. Jeżeli wrzucimy ją do wrzątku to wyskoczy. Jeżeli włożymy ją do chłodnej wody i będziemy powoli podgrzewać to na pewno się ugotuje.

Dogfish.