Grudzień 70

Powstanie Grudzień 70 roku. Rocznica Czterdziesta piąta…

O wydarzeniach z połowy grudnia 1970 roku nie sposób milczeć. To właśnie wtedy, tak zwana “władza robotnicza” pokazała po raz kolejny prawdziwie oblicze strzelając do swoich – do robotników, i to już nie pierwszy już raz. Do stłumienia powstania grudniowego użyto prawie 5 tys. milicjantów, około 27 tys. żołnierzy (w tym 550 czołgów oraz transporterów opancerzonych, sto samolotów i śmigłowców; według oficjalnych komunikatów życie straciło: w Elblągu 1 osoba, w Gdańsku 9, w Szczecinie 16, w Gdyni 18 osób. Rannych zostało 1 164 osoby). Liczba użytego sprzętu wojskowego poraża, a masa użytego potencjału ludzkiego przeciwko robotnikom dowodzi niezmiernej brutalności wydarzeń, oraz bezwzględnej woli politycznej stłumienia powstania w zarodku, bez względu na konsekwencje. Poprzez demonstrację swojej siły, użytej bez zawahania, ze środkami ludzkimi i technicznymi na nie spotykaną do tamtej pory skalę, rządzący chcieli zademonstrować, że raz zdobytej władzy nie oddadzą łatwo i darmo, co najwyżej mogą powymieniać stołki między sobą. Smutne jest to, że do dnia dzisiejszego nie ma winnych rozkazu otwarcia ognia do tych biednych, zdesperowanych głodem, protestujących ludzi. W kolejnej Polsce, tym razem okrągłostołowej, proces sądowy toczył się niezwykle ślamazarnie, główni oskarżeni odeszli, a kolejnej bardzo niewygodnej tragedii dla większości elit politycznych „ukręcono łeb”. Dla wyobrażenia nieudolności lub celowego działania systemu tak zwanej sprawiedliwości III rzeczypospolitej wystarczy przeczytać chociażby tych kilka słów: “17 grudnia 1970 r. Zbyszek Godlewski miał 18 lat. Był jednym z 45 zabitych. Za sprawą piosenki o Janku Wiśniewskim stał się symbolem. Jego Tato, Eugeniusz Godlewski na początku czekał 20 lat na rozpoczęcie śledztwa. Potem przez pięć lat pokonywał drogę z Elbląga do Gdańska i z powrotem. Był na każdej rozprawie. Od kiedy proces przeniesiono do Warszawy, przestał jeździć. Po prostu, po ludzku zabrakło mu pieniędzy”.

Gdy nadchodzi rocznica “wypadków grudniowych” to media zwykle poświęcają trochę czasu na ich przedstawienie czy opisanie. Jednakże gdy mija kolejna rocznica, dwudziesta, czy dwudziesta któraś tam, od momentu rozpoczęcia procesu winnych wydania rozkazu do bezwzględnego użycia broni to powinniśmy zacząć się zastanawiać, czy mamy jeszcze sprawiedliwość w Polsce, czy może jednak jesteśmy jej pozbawieni? W dwadzieścia pięć lat po upadku komuny i budowaniu tak zwanej wolnej Polski nie widać końca osądu zbrodni Grudnia 70 roku, a polskie „niezawisłe sądy” dzisiaj już tego nie dokonają z racji braku ławy oskarżenia. Powstanie Grudzień 70 przechodzi do historii Polski bez osądu, bez wskazania sprawców.

Również świat o polskim grudniu siedemdziesiątego roku nie dowiedział się nigdy, gdyż żelazna kurtyna bardzo sprawnie odgrodziła nasz kraj od całej reszty. Ówczesne peerelowskie media będące pod całkowitą polityczną kontrolą komunistycznej czerwonej władzy, zakłamały całkowicie przebieg wydarzeń. Dlatego może warto byłoby przyjrzeć się, któż to wtedy pisał, czy relacjonował tamte dramatyczne dni? Jednakże zbyt łatwe to nie będzie, gdyż opisujący ówczesne wydarzenia podpisywali się wspólnie jakże wygodnym hasełkiem kolegium redakcyjne.

Z materiałów Instytutu Pamięci Narodowej można wyczytać szereg dramatycznych faktów na temat Grudnia roku siedemdziesiątego, ale jeden z nich do prawdy przeraża. Jest to „Akcja Jesień 70”, innymi słowy, pełna mobilizacja milicji ogłoszona dnia 12 grudnia 1970 roku potwierdzona w ściśle tajnych dokumentach skierowanych do poszczególnych komendantów posterunków wszystkich miejscowości ówczesnego województwa gdańskiego. Rozkazy powrotów z urlopów, wzmożone posterunki i patrole, inwigilacja społeczeństwa. Znamienne, iż podwyżka cen żywności zostaje ogłoszona w Dzienniku Bałtyckim w wydaniu Niedziela 13 oraz poniedziałek 14 grudnia jak i w Głosie Wybrzeża 14 grudnia. A zatem wniosek nasuwa się tylko jeden, doskonale znano nastroje społeczne, a na szczytach władzy wiedziano, że tej podwyżki robotnicy nie zaakceptują, zatem zaplanowano akcję pacyfikacyjną z pełną świadomością i wykonano ją z czystą bezduszną gorliwością przelewając robotniczą krew bez żadnych skrupułów. A kto przygotował pół roku wcześniej plan podwyżki? Nie kto inny, jak Mieczysław Jagielski, ówczesny wicepremier. Ten sam od sierpniowych porozumień. Dziwne, że wikipedia o tym fakcie milczy…

Gomułka zużył się, a zatem musiał odejść. Wymienić go, ot tak po prostu nie można było, ale można było zastosować wariant uliczny, zresztą z doskonałym skutkiem dla nowej czerwonej władzy, ale jakże dramatycznym dla tysięcy polaków.

W grudniu 1970 roku miałem lat sześć, a dziadek nauczył mnie takiego wierszyka:

„Uważaj Gierku

Bo jedziesz na ruskim rowerku

Rowerek ma dwa kółka

Zajedziesz jak Gomułka”.
Gomułki i Gierka już dawno nie ma. Ostatnio odeszli kolejni, Jaruzelski i Kiszczak. Ale prawda o tamtych dniach wciąż krzyczy o uwolnienie. Wciąż nie możemy doczekać się chociażby historycznego moralnego osądu winnych, gdyż nie wszystkie archiwa zostały odtajnione. No to, jak my młodzi mamy budować wolną Polskę, gdy rachunki krzywd w dalszym ciągu nie zostały wyrównane, a sprawiedliwość nie wymierzona? Czy my naprawdę żyjemy w wolnej Polsce? A może jest tak, że w dalszym ciągu ktoś nas z tylnego fotela pilnuje…

Tomasz Hutyra

Źródło załączników: IPN